Opisy produktów
Z tabeli parametrów robi gotowy opis produktu po polsku — i pokazuje, skąd wzięło się każde zdanie oraz czego w danych brakuje.
Dla kogo
Sklepy internetowe, producenci wystawiający towar na własnej stronie i na platformach, osoby, które w małych firmach piszą teksty, sprzedawcy na Allegro i innych platformach sprzedażowych. Każdy, kto ma listę produktów i ani czasu, ani cierpliwości na pisanie tego samego czterdzieści razy.
Ile Ci to oszczędza
Napisanie jednego porządnego opisu od zera zajmuje 20–30 minut, a przy czterdziestu produktach robi się z tego dwa dni pracy — z których połowa schodzi na pilnowanie, żeby wszystkie brzmiały tak samo. Ze skillem pierwszy opis powstaje w kilka minut, reszta partii idzie tym samym torem.
Drugi zysk jest cichszy: lista braków. Wymiary opakowania, zawartość zestawu, kraj pochodzenia — to rzeczy, o które klienci piszą wiadomości albo z powodu których odsyłają towar. Łatwiej uzupełnić je raz w arkuszu niż odpowiadać na to samo pytanie przez rok.
Przykład z życia
Marta prowadzi sklep z oświetleniem ogrodowym. 240 produktów, dane przychodzą z hurtowni w arkuszu z 26 kolumnami, w większości pustych.
Rok wcześniej zleciła opisy generatorowi AI. Wyszły ładne. Przy jednej lampie napisał „w pełni wodoodporna” i „5 lat gwarancji” — producent daje dwa lata, a lampa ma IP44, czyli jest odporna na zachlapanie, ale nie na zalanie. W trzy miesiące wróciło 11 sztuk zalanych po burzy, plus jedna reklamacja z powołaniem się dokładnie na to zdanie z opisu. Koszt: około 1 400 zł i tydzień korespondencji.
Teraz Marta wkleja wiersz z arkusza: IP44, 3000 K, 12 W, aluminium, przewód 1,8 m. Dostaje opis, w którym „odporna na zachlapanie” ma w tabelce podpięte IP44, a „ciepła barwa światła” — 3000 K. I dostaje listę: nie ma informacji, czy żarówka jest w zestawie, nie ma wymiarów, nie ma nazwy i adresu producenta, a przewód 1,8 m oznacza, że gniazdko musi być blisko — i to powinno stać w opisie.
Jak po polsku
Opis ma brzmieć jak polski opis, nie jak tłumaczenie. Skill wyłapuje kalki, po których najszybciej widać automat — „dedykowany dla”, „adresuje potrzeby”, „w oparciu o”, „rozwiązanie dostarczające wartość” — i odmienia nazwy produktów zamiast zostawiać je sztywno w mianowniku.
Pilnuje polskiego zapisu liczb: 1,8 m z przecinkiem, spacja przed jednostką, 199,99 zł, wymiary zawsze podpisane, bo 40 × 30 × 25 cm bez podpisu klient odczyta po swojemu i zamówi mebel, który nie wchodzi we wnękę.
Zna też listę rzeczy, które przy sprzedaży w Polsce powinny stać przy produkcie i o których arkusze z hurtowni milczą: kto jest producentem — pełna nazwa i adres, przy każdym produkcie — a przy towarze od producenta spoza Unii dodatkowo kto odpowiada za ten towar na terenie Unii, ostrzeżenia i instrukcja po polsku, co dokładnie obejmuje gwarancja i kto ją realizuje, informacja o najniższej cenie z ostatnich 30 dni przy przecenie. Nie orzeka, czy sklep „spełnia wymogi” — mówi, czego w danych nie widzi i co z tego zwykle wraca.
Czego potrzebujesz
Dowolny płatny plan Claude i dane o produkcie: wklejona tabela, plik CSV albo XLSX z hurtowni, PDF karty katalogowej albo po prostu lista cech w punktach. Żadnych konektorów, żadnej integracji ze sklepem.
Gdzie działa
Plik jest zgodny z otwartym standardem Agent Skills, więc ten sam folder działa w wielu narzędziach. „Format zgodny” znaczy, że powinien zadziałać, ale nie uruchomiliśmy go tam sami — a piszemy tylko o tym, co sprawdziliśmy.
Na czym się wywala
- Nie wie, czy dane są prawdziwe. Bierze arkusz na wiarę. Jeśli hurtownia pomyliła wagę albo wkleiła parametry innego wariantu, dostaniesz ładnie napisaną nieprawdę. Skill przypomina o tym przy każdym opisie, ale sam tego nie sprawdzi.
- Nie rozszyfruje wewnętrznych kodów.
MAT-3XL-CZ-02albo kolumna nazwanaparam_7to dla niego znak zapytania. Zapyta albo zostawi puste pole — nie zgadnie, że „CZ” znaczy czarny. - Nie uzupełni braków z własnej wiedzy ani z internetu. Nawet jeśli rozpozna markę i model, nie dopisze pojemności baterii, długości gwarancji ani wymiarów z karty producenta — bo nie wie, o który wariant i którą serię chodzi, a podpisuje się pod tym sprzedawca. Zapyta, zamiast wpisać.
- Nie odróżni wymiaru produktu od wymiaru paczki, jeśli arkusz tego nie mówi. To brzmi drobno, a wraca jako zwrot przy meblach i sprzęcie AGD: klient mierzy wnękę, a dostaje wymiar paczki. Zawsze o to dopyta, co przy stu produktach bywa męczące.
- Nie zrobi SEO. Nie widzi Twojego sklepu, nie wie, co już masz w innych opisach, nie sprawdzi, czego ludzie szukają i czy identyczny tekst wisi już u konkurencji. Napisze unikalny tekst z Twoich danych — dobór słów kluczowych zostaje po Twojej stronie.
- Suplementy, wyroby medyczne i żywność obsługuje wąsko. Przepisze skład i sposób użycia, ale nie napisze ani jednego zdania o działaniu na organizm i powie wprost, że treść w tej kategorii ustala się w firmie z osobą odpowiedzialną za produkt. Przy kosmetykach przepisze deklarowaną funkcję z danych („krem nawilżający”, „szampon do włosów farbowanych”) — zatrzyma się dopiero tam, gdzie zaczyna się zdrowie i „wspomaganie”.
Czego ten skill nie robi celowo
Nie dopisuje cech, których nie ma w danych. Żadnych „zwykle takie produkty mają”, żadnych prawdopodobnych parametrów, żadnych certyfikatów i gwarancji z głowy. Brak zostaje brakiem, oznaczonym w tekście i wypisanym na końcu.
Nie pisze też superlatywów, których nie da się pokazać palcem — „najlepszy na rynku”, „bezawaryjny”, „ekologiczny”, „polecany przez specjalistów” — i nie wymyśla opinii klientów ani liczby sprzedanych sztuk.
To granica postawiona świadomie i jest ważniejsza niż uroda tekstu. Opis produktu nie jest wypracowaniem — jest częścią oferty. Zdanie, które model dopisze z rozpędu, staje się obietnicą sprzedawcy i to sprzedawca tłumaczy się z niego przy zwrocie, reklamacji albo skardze. Generator, który pisze pewnie o rzeczach, których nie wie, przenosi ryzyko na osobę, która się pod tym podpisuje.
Instalacja
Materiał informacyjny. Nie zastępuje porady prawnej, podatkowej ani kadrowej.